M. ma nowotwór mózgu-warszawa

Musieliśmy zawrócić spod Kambodźańskiej granicy. M miała tak straszliwe bóle głowy że nie było żadnego dnia z radością życia. Ukochany malutki ptaszeczek trzymał się za czoło i zaczął mieć omdlenia.

Do samolotu i do Warszawy. Jakiś prywatny cymbał szukający wyjaśnienia w szczupłej syylwetce: “no przy 172cm powinna Pani ważyć 65kg a tak to organizm jest zagłodzony(54kg)” ja cież nie piórkuję. I że ciśnienie za niskie.

Jedziemy rano dnia następnego na badania krwi i Najcudowniejsza Kobieta Na Świecie ma przykurcz całego ciała i zaczyna drżeć. Walę cię Tłuściutki Kretynie i twoje debilne diagnozy. Jedziemy do szpitala bielańskiego na oddzial ratunkowy.

szara rzeczywistość. Boli jak boli a z przeciwbólowymi nikt się nie spieszy. Wywiad prowadzi niewysoka Doktor po 50tce. Tomografia mózgu i roentgen klatki piersiowej.

Coś jest w głowie. Konsultacja z neurochirurgiem. To guz i to duzy.

Więc na neurochirurgię. I wczoraj o 23 miał być rezonans z kontrastem. Dzisiaj będziemy widzieć co to i jakie to jest.

M skręca się z bólu a towarzystwo nie podaje przeciwbolowych bo Dzielne Cudowne Maleństwo opanowane jak to ona nie wyje na pół korytarza. łażę co pół  godziny do pielegniarek i nic. W końcu jakaś cholerna kroplówka.

Piszę to wszystko bo szukam pomocy. M potrzebuje konsultacji przypadku no i poza tym jakiekkolwiek niewielkie są szanse to a nuż ktoś ma możliwośc i chęć ponawigowania Tej Najukochańszej Miłości Tatki do kliniki w Lublinie? Podobno najlepsza.

Advertisements
Posted in Uncategorized | 2 Comments

Best coffee beans ever. Czyli Vientiane jednak pozytywnie?

WP_20151204_09_55_55_ProLaos. Delta Mekongu. Człowiekowi od czasów nastolackich(nastolęcych?) takie rzeczy to się kojarzą z tysiącem filmów o dzielnych amerykańskich żołnierzach i jakąś niedopowiedzianą ale mocno egzotyczną egzotyką(a ten Laos to gdzie to w ogóle jest?).

I od teraz ten dziwaczny kraj będzie mi się przypominał  najlepszą kawą jakiej do tej pory doznałem. No bo nie że skosztowałem- niestety nie do końca , powiem żeby nie trzymać w napięciu.

Ostatniego dnia pobytu w Vientiane postanowiłem sprawdzić pozabagietkowe(słynne z tripadvisorów  bagietki laotańskie błee- tylko amerykańscy debile którzy nie próbowali bagietek w zwykłej, paryskiej, ulicznej/osiedlowej boulangerie mogą mówić że to pieczywo jak francuskie – gdybym był francuzem to bym za takie gadanie mordował w sposób wymyślny, bolesny i długotrwały) dobrodziejstwa kulinarne pozostawione przez ciągle widoczne wpływy żabojadzkie.

Laotańczycy za udającą kawę breję z mlekiem skondensowanym chcą 10 000 kipów- parzy sie to w skarpecie- jedna i ta sama porcja kawy dla wszystkich nieszczęśliwych ciućmoków którzy się nabiorą. Nie pijam mleka i nie żrę cukru bez potrzeby, więc nie- ja podziękuję.

Może jeszcze nie wszyscy we wsi wiedzo ale kawa is my drug of choice. Espresso to moja kokaina.  Wiem że to uzależnienie i że mnie zmienia w straszne zwierzę . I nie ja to  zezwierzęcenie zauważam- ja głównie o nim słyszę ale kawę i tak uwielbiam. Otoczenie mówi że po kawie jest ze mną tak:

Choć jest mniej więcej możliwe że tak jest- ja sam nie wiem bo jestem wtedy na kawowym haju. Mam podobne uczucie jak po hiperwentylacji. Trudno to opisać ale nie chodzi o samą tylko kofeinę, a trochę o gorzki smak i ten piekielny/palony  zapach i uczucie gorąca pełznące w górę kręgosłupa- o biedacy żłopiący lurę z kredowym mlekiem i cukrem mający nadzieję że cukier ów pomoże przełknąć lurę ową która nawet Wam wydaje się raczej produktem zaparzania ściery niż upalonych jąder kawowatości brązowej i smolistej i dlatego pewnie w przypadku bylejakości smak ściery trzeba ukryć pod mlekiem i cukrem. Kawa z mlekiem to dla mnie nie kawa. Więc nie biorę pod uwagę starbuca. Ale oczywiście w każdym mieście gdzie starbuc jest obecny utrzymuje się w pierwszej dziesiątce poleceń tripadvisora w kategorii kawiarnie.

To tyle tytułem wstępu żeby unaocznić kontekst i jak ważne w moim zwichrowanym świecie było doświadczenie następujące.

miejsce akcji stolica Laosu Vientiane, czas akcji dwa dni po tym jak postanowiliśmy że laos jest mocno przereklamowany i beznadziejny dość. Czyli dzień wyjazdu.
Autobus na Tajlandię mamy o 11:30. Jest 9:45 ja szukam dobrej kawy po mieście. Uwielbiam znajdować ukryte klejnoty- takie miejsca moje, sekretne i niespodziewane ale mam czasu niezawiele. Czyli zwiększamy prawdopodobieństwo wysokiej jakości a zmniejszamy okazyjnej ceny. Droga dzielnica z drogimi knajpami. Dla frajerów znaczy.Trudno, co robić kiedy społeczeństwo docenia espresso, jedynego uczciwego sposobu podawania kawy. Znaczy liczę na szczęście i przypadek ale… Parisien Cafe wygląda jak MiejsceNieDlaMnie. Wchodzę jednak bo a nuż. Drogo dosyć espresso- 16000LAK(laotańskich kipów)czyli jakieś dwa dolary. Drożej do tej pory nigdzie nie było. Wiem, wiem że w Warszawie żądają tyle za byle wodę z przepłukania ekspresu ale 2dolary za espresso to drogo. Na Tajlandii wysoka cena to> 40-45baht(<1,5usd) niska <25baht.
I to była proza zycia. Za to zapach wewnątrz tego nadętego Parisien Cafe to już czysta, najczystsza poezja. Złoty dwunastozgłoskowiec szamerowany spinkami homeryckich porównań. Rany co ja właściwie do tej pory piłem? Mają też wyroby piekarniczopodobne ale nawet one mimo swej bylejakości i zapacania się pod plastikiem nie są w stanie zagłuszyć tego co do nosa dociera.WP_20151204_09_58_37_Pro

I karmelowe i obiecujące przydymioną gorycz i lekko tłuste nawet- bo takie uczucie konsystencji powstaje kiedy zapach ten drażni zakończenia nerwów w moim nosie. I prawie im wynagradza żywot nielekki i niewielkie znaczenie dla człowieka który jest jak wiadomo zwierzęciem budującym sobie OBRAZ(no własnie) swiata za pomocą wzroku.Wejść i zapłacić ile chcą, i cieszyć się, i już. Nie no, to nie jestem ja- tak standardowo i cywilizowanie i tak bourgeois- jak jakiś krawaciarz na dwutygodniowej objazdówce.  A poczucie odpowiedzialności za wydane pieniądze? Wychodzę.
Wracam.

Straszna jest siła nałogu. Jednak zamówił ten zapach moimi ustami: espresso daj Laotanko ale baczenie miej żeby małe było. A ona nie słucha. Mamy małe filiżanki.Nie, espresso chcę małe, filiżanki mogą być jakiebądź. Ale. Dotąd, patrz, nalej. Okej, okej powtarza dziewczę o rysach zbyt grubych i mięsistych jak na pracę w kawiarni.
Czekam- ona przynosi filiżankę pełną po brzegi, z pyłofusami i nawet lekko rozchlapaną.

WP_20151204_09_59_43_ProZabiję… normalnie zabiję to popychle. Zapachu nie dała rady zepsuć tak wspaniała kawa to była. Ale rozwodnić rozwodniła prostacka Córa braku kultury, wyrugowania tradycyjnych wartości i nadmiaru kanałów z laopop.
Siedzę i niucham zanim smak mnie rozczaruje, a tu wchodzą. Francuz niewydarzony lat dwadzieściakilka i Żona Wietnamka duża i niezgrabna. Francuz zamawia espresso i że małe. Uważaj mówię mu ja zrobiłem to samo a zobacz z czym skończyłem.
Żona Wietnamka mówi do Laotanek Szczebioczących: half of this i pokazuje te małe podobno filiżanki. Nalały całą mimo że krzyczy Francuz “Stop” co jak wiadomo jest słowem niefrancuskim i wymaga od potomka kolaborantów nagięcia przekonań o światowości języka rene goscinnego i leona zawodowca oraz użycia wstrętnego anglicyzmu. Ale na nic te starania. kawa się nalała.
I czegoś się jeszcze oprócz tego jak dobra jest kawa w Laosie nauczyłem przy okazji. Bo…
Żona Wietnamska wpadła w szał. Żony tutaj są bardzo dbające i kochliwo/troskliwe i nieba przychylać chętne. Więc. Jak Wam klient coś mówi to macie go słuchac a nie sobie gadać. Pracujecie tutaj a Mój Mąż płaci za kawę a nie za wasze gadanie. Macie go słuchać i jak on mówi dość to jest dość wtedy a nie później. I.. no i nie wiem co dalej bo skończyłem już swoją kawę a jeszcze się pakowac nie zacząłem więc do hotelu druhu niezbytmłody.
Może ta Żona Wietnamka i niezgrabna, i może chodzi jak Charlie Chaplin ale żoną jest prawie tak dobrą jakby była z Tajlandii.
Zazdrośni Żenujący Frajerzy opowiadają bzdury niestworzone o Małżeństwach Z Tajkami. Ja widzę co innego. Widzę miłość i troskę okazywaną tak codziennie i normalnie że aż nienormalnie. I sam strasznie chciałbym tak umieć. Być podporą na codzień a nie tylko że jak się przypomni i natchnienie złapie. Bo powarkiwanie i zniecierpliwienie potrafi zepsuć najszlachetniejsze nawet Uniesienia Uczuć Wielkich, Dogłębnych i Tak Szlachetnych Że Uch. Można sobie gadać różne rzeczy na forach ale Tajka pchając męża na wózku do lekarza nie robi miny męczennicy i jeszcze go pogłaszcze mimo że cięzko  jest jej też, chociaż nogi ma obie a jemu cukrzyca już jedną zabrała. I ciągle jak gotuje to nie to co umie ale to co mąż lubi. Choćby było trudno bo mama nie nauczyła kuchni amerykańskiej. To sie słabym angielskim na forum amerykanek o przepisy dopyta. Żeby mu dobrze było. Bo go kocha. Naprawdę nie wygląda to wszystko na udawane. A nasłuchałem się przed przyjazdem jakby to całe mieszane kochanie to półkurestwo jakieś było.
W każdym razie Żona Azjatka to broń potężna i ciekaw jestem jak się sprawa w kawiarni skończyła. Pisał na tajskim forum dla expatów któryś Starszy Pan że jak Żona Tajka u dentysty usłyszała że jęknął na fotelu to zrobiła taką awanturę że ochroniarz musiał lekarza zasłaniać i on juz się musi w nowej klinice leczyć ale teraz to Żona nie opuszcza już gabinetu. Żąda krzesełka i patrzy lekarzowi na ręce co chwila pytając Zawstydzonego Z Lekka Męża czy wszystko w porządku. Taa.. jak każda łasa na pieniądze k.. oczywiście, nie?
Lubię Tajlandię i nie podobał mi się Laos. Ale kawa. Rany ta kawa. Dzisiaj zamówiłem w Udan Thani żeby porównać póki mózg ciągle jeszcze żyje sobie wspomnieniami zapachu tak boskiego że nie wyobrażam sobie wspanialszego. Serio- no bo po co? Po co miałoby istnieć coś lepszego skoro to było doskonałe- to już byłby zbytek ze strony wszechświata  prawie taki jak istnienie  Cudownej M ;-).

Zamówiłem. Doi Chaan. Fuj jaka lura w “klimatycznej” oczywiście kafejce. Przegrzana robusta. Gość się krząta i stara ale i tak fuj. Bo oczywiście mistrz świata mógł się nauczyć rzutu oszczepem z filmików na YT(ostatnie mistrzostwa świata pogooglajcie) ale już tajski barista parzenia kawy się w ten sposób nauczyć nie może. Bidul. Chociaż dla kogo on ma się starać? Amerykanie i tak chcą z mlekiem.

Posted in Uncategorized | Tagged , , , | 4 Comments

Życie świadome vs przeregulowane

WP_20151025_10_05_04_Pro

knajpka z alkoholem i nakarmią też- koty pilnują interesu

W Azji trzeba patrzeć pod nogi, myć  warzywa albo kupować banany(żremy bez mycia bo skórka chroni zawartość 😉 czyli trzeba myśleć i uważać co się robi. W europie dla porównania  jak widzisz dziurę w jezdni to możesz przyspieszyć żeby wydębić potem odszkodowanie za zniszczenia w środku lokomocji czy nogę złamaną w niezabezpieczonej studzience. I higienicznie ma być i ślicznie też. Ordnung muss sein. Myślałem o tym jako o nieuchronnej a może i nawet ułatwiającej zycie stronie postępu cywilizacyjnego. Ale teraz pomieszkuję w Tajlandii i sam już nie wiem.

Bo czy taka dziura w pokrywie rynsztoka nie przywołuje Cię do rzeczywistości i teraźniejszości? Czy kot spiący na stole w knajpie nie jest na tyle słodki że można przymknąć oko na ten cały HACAP? A żarcie i warzywa ze stoisk na ulicy może są ważniejsze niż książeczka Sanepidu? I jaki jest koszt tego zycia dla zombich? W sensie tak dobrze zxabezpieczonego że nawet lunatyk przejdzie przez życie i krzywdy sobie nie zrobi.

Mamy bezpiecznie w EU. Pod każdym względem bezpiecznie. Fajnie jest że nie ma głodnych i że jest dostęp do edukacji. Ale nie fajnie że nie mamy dostępu do najlepszych bananów na swiecie(oczywiście tajskich bananów 😉 nikt nam też zardzewiałą maczetą kokosa na ulicy nie otworzy. Czyli bogata europa jest o te rzeczy jakby uboższa. Nie brakowało mi ich bo nie wiedziałem jaką przyjemnoscią jest pić kawę i głaskać podłażącego kawiarnianego kota. Albo dogadywać się na migi coteż jest w tym dziwnym daniu i czy Pani Żująca Betel Hmążka zrobi nam wersję vegetariańską- taką jak dla mnichów czy nie da rady.

Czemu takie rozważania? Podróże mają w moich zamierzeniach powodować że świat odczuwamy bardziej. Tj wyrywają ze znanej rzeczywistości na którą jesteśmy znieczuleni latami oglądania i rzucają w nowe i kolorowe. Możesz nie zauważyć przebiegającego ulicę psa bo to widzisz codziennie od dziecka ale 1,5metrowego wystraszonego jaszczura zauważysz na pewno(krabi i właśnie z tym filmikiem mam padniętą kartę SD- żal formatować). Jako że Tajlandia jest buddyjska na maksa to zainteresowałem się tutejszym buddyzmem i stąd właśnie te pytania o chwilę ulotną. Nie tę co minęła i nie tę co będzie

Próbuję wyzwolić się z tego cholernego “myśl o swojej przyszłości” którym nasiąkłem. Jakie to trudne świadomie być zywym. Nie gonić myslami tego co będę robił jutro tylko cieszyć się tym co robie dziś. Lata tresury mnie ustawiły i teraz to fizyczny wysiłek żeby nie odpływać- a dziury w chodniku naprawdę czynią to łatwiejszym 😉 Czemu taka kultura?Jesteś w podstawówce a już Cię pytają: a kim chcesz zostać? Dorosłym i to większym od ciebie? żeby móc ci kretynie odpowiedzieć niegrzecznie? Potem też tak ciągle: wyciągaj nauki z przeszłości i myśl o jutrze. Tutaj ludzie zyją bardziej w teraźniejszości co  jest dla mnie i nowe, i odkrywcze. Że można. I że nie trzeba się martwić. I może stąd Kraj Tysiąca Uśmiechów?

Posted in Uncategorized | Tagged , | 3 Comments

Tajska kreatywność


WP_20151105_10_40_08_Promówiłem jak ograniczenia rozwijają? Jasne że rozwijają. Chociaż ludź zachodni jest strasznie od twórczości odcięty. Jakość najtańszych nawet produktów z chińskich fabryk tak dalece przewyższa cokolwiek co tylko zaczniesz robić że pojawia się pytanie; po co? Continue reading

Posted in Uncategorized | 2 Comments

Tajskie żarcie się przeżarło

WP_20151103_11_31_33_Prow zasadzie to kłamstwo bo nie smakowało nam nigdy. Nie wiem czemu ale amerytkańce wpadają w zachwyty nad tutejszym brakiem sztuki kulinarnej. W Chiang Mai mieliśmy przegwizdano bo mieliśmy jedynie gotowacz do wody a i to temp. wody to było max 80st. Czyli nawet na sous vide czegokolwiek to za mało. palnik nie wchodził w grę bo dom drewniany.

W Chiang Rai zamieszkaliśmy w  Condotelu. I mamy kuchnię z lodówką, mikrofalą, czajnikiem i jednopalnikową . A i byłbym zapomniał- tosterem. W związku z posiadaniem takich luksusów możemy gotować. No w sensie że ja mogę. To na zdjęciu to dzisiejsze sniadanko.

Bataty. Skrobiemy. Sos z soku cytrynowego/limonkowego, sosu sojowego soli, czosnku zmiażdżonego. Bataty kroimy w średniej wielkości cząstki zalewamy sosem na tallerzu. Przykrywamy drugim płaskim talerzem. Ma być między nimi szpara. To nawet lepiej. Do mikrofali na maksa i gotujemy do prawiemiękkości. Zdejmujemy górny talerz, mieszamy, jeszcze 4-5minut dla chrupkich skórek. Wydajemy.

Curry krwawe. Zielona pasta curry, tofu, kwiaty kwaśno-bordowe, kiełki, czosnek, mleko kokosowe. Tofu w kawałki, pasta curry, czosnek sól zalewamy gorącą wodą i do mikrofali. Im cieńsze kawałki tofu tym lepiej przejdą smakiem. Gotujemy 4min. Dodajemy kwaśno bordowe kwiaty i gotujemy dalej 2-3min. Dodajemy kiełki wstawiamy na 30sek do mikrofali. Dodajemy mleko kokosowe i wydajemy.

Surówka- pomidory kroimy w cieniutkie półplasterki zasypujemy solą i polewamy sokiem z limonki, można dodać kwaśnego soku chili ale nam sie znudził. Dokrawamy pół zielonej papayi i małą kapustę pekińską w cienkich wstążeczkach. Mamy miskę z zamykaną pokrywką co to kupilismy jeszcze w HK. Zamykamy pokrywkę potrząsamy do rytmu rattlesnake st vincent i gotowa sałatka.

Warzywa kiszone po prostu kupiłem.

W ten sposób mamy jedzenie smakujące czymkolwiek innym niż cukier i glutaminian sodu

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Jak przedłużyć tajską wizę- czyli tatko na krótkiej smyczy

WP_20151017_15_15_53_Promijają dwa miesiące odkąd przekroczyliśmy tajską granicę- 6o dni to max wizy turystycznej jaką można dostac w ambasadzie. Niektóre kraje mają 90dni ale Polaki 60. No a jak ktos jeszcze chce pomieszkać? Idzie do najbliższego Immigration Office (czyt: migrasioooon z tonem wschodzącym-chyba jedynym tonem używanym przez tajów) i płaci 1900baht za kolejne 30dni w Królestwie Siamu. Znaczy płaci się za wniosek i niezależnie od jego losów. Tzn jak ci każą “spadaj dziadu” to kasa i tak przepada. Czytam że w Chiang Mai są dwa biura- my mamy bliziutko do tego koło lotniska. Idziemy. Continue reading

Posted in Uncategorized | Tagged , | Leave a comment

Terminator- czyli zwiedzanie Doi Suthep z niespodzianką

WP_20151022_09_54_25_Promamy skuterki do 12:10- przysługują nam 24godziny i mamy zamiar wykorzystać co do minuty. Wstajemy rano i jedziemy zobaczyć Doi Suthep oraz Wat Umong z rezerwatem jeleni(nie, nie chodzi o amerykańskich turystów dla nich nie ma okresów ochronnych hi hi). Droga jest mocno pod górkę i pokręcona jak makaron w Pad Thai czyli danie głównie z glutaminianu sodu z posklejanym makaronem.

Zaskoczeniem są rowerzyści zjeżdżający w dół. Ten podjazd to morderstwo- rozumiem że oni go zrobili o 7 rano i nie było jeszcze upału ale i tak różnica wysokości jest duża i kilometrów13 czy 14. Pełen podziw. Mam lekko słabo z zabawą bo mój skuter ma luz w przednim kole i dość mało precyzyjnie się prowadzi. wczoraj był zgryz na wyprawie wodospadowej bo około 60-70kmh wpadał w takie chybotania że strach było jechać- znam na to metodę jeszcze z czasów pierwszych tras samochodowych: nieodpowiednia prędkość. Chwila strachu i powyżej 80kmh się uspokoił.  Ale tutaj zmienne obciążenie i małe prędkości i wpadam w rezonanse które uspokaja dodawanie gazu na wyjściu z zakrętów. Czyli fajnie jest. Córka wiezie Wyglądającą Bosko W Roli Psażerki M tuz za mną i radzi sobie z zakrętami naprawdę nieźle. Agrafki takie że uch i co chwila songthaew czyli budy na toyocie hilux służące jako minibusy. Pod górke nie są nas w stanie wyprzedzić ale z kolei wyprzedzanie ich jest dość ciężkie bo skutery-automaty i przyspieszenia mają minimalne.

WP_20151022_09_38_10_ProJak widać po modliszce która przeleciała mi drogę w samym wejściu,  dojechaliśmy na miejsce, wprawdzie nie obyło się bez kilku zwątpień i rozterek(złotoliterowe drogowskazy po tajsku zapraszające w bok sugerowały zmianę trasy ;-). Ależ tu ludzi i samochodów i skuterów. No i bud z żarciem- mocno niebuddyjskim żarciem głównie. Dziewczyny że na czczo to się skusiły na banany w cieście. Oczywiście ciasto ze szczypiorkiem a banan słodki. Co oni z tym szczypiorkiem? Chili im kubki smakowe wypaliło? Smażony pudding z mleka kokosowego- też ze szczypiorkiem i się dziwią że turyści tak nie bardzo. A sami jak Chińczycy- zachodnie słodycze uważają za ambrozję. Ale też jak chińczycy nie uczą się z tego porównania niczego. Ostatnio kiedy w Vegetarian Society wzięliśmy deser to chciałem wypluć na talerz po pierwszym kęsie. Pierożki z fasolką bez smaku posypane wiórkami kokosowymi. Pewnie jak Tajowie sypią na to dwie łychy brązowego cukru to nawet jakby pod spodem był papier toaletowy to będzie im smakowało słodko. Ale dla nas fuuj. Gofry na słodko z kukurydzą czy szczypiorkiem też fuuuj. I gość nie wyrabia się z iloscią tych z wiórkami czekolady ale ma cztery gofrownice – i dwie stoją bezrobotnie bo są przeznaczone na gofry odpowiednio właśnie ze szczypiorkiem i z kukurydzą. Dobrze że nie z dżdżownicami.WP_20151022_09_35_41_ProWejście na schody i napisy przed nimi żeby nie męczyć psów. Znaczy nie głaskać i nie przeszkadzać im spać. Psy podchodzą do mnie żebym je pogłaskał a jeden zaczął mnie lizać po stopach. Ok wraże buddysty wytrzymam niech będzie po waszemu 😉 Oczywiście nie wytrzymałem ale nikt mi uwagi nie zwrócił.

WP_20151022_09_51_22_Pro

podniecenia ten widok zbytniego nie wzbudza – chyba że ktoś lotniska z lotu ptaka nie widział 😉 no ale widok musi być i ptak się nawet jakiś załapał też
świątynia jak świątynia- nic specjalnego.WP_20151022_09_56_13_Pro

Pełno ludzi prosi o kasę oferując w zamian kasę.  Wyższe wartości w pełnej krasie(kasie?).

WP_20151022_10_03_23_Pro

WP_20151022_09_59_06_Pro

Espanoles też byli i nie zawiedli. Przy dzwonach modlitewnych wielki napis po angielsku żeby nimi nie kołysać. Znaczy dzwonić można- bierzesz za serce i uderzasz głos się niesie nad doliną i obecność swą zaznaczyłeś akustycznie. Chodzi jednak o to żeby nie szarpać całością konstrukcji. Dzwony swoje ważą.  I jak się rozkiwają wszystkie to rezonans może zrobic dziwne rzeczy. Wycieczka pięćdziesieciokilkuletnich debili z Hiszpanii(wiem, wiem informacja redundantna – jak z hiszpanii to wiadomo że debili) pierwsze co robią to podłazi gość z babą i próbują tak rozkołysać dzwony zeby jednym walnąć w drugiego. Really? jakiś instynkt mają? No i moje ciężko utrzymywane na powierzchni pozytywne nastawienie do otoczenia poooszlo się kochać. Uspokoiłem się nieco bo ludzie się wszyscy jakoś zachowują sztucznie więc obserwuję jak stwór z innej planety by obserwował. Co oni tu kombinują? Duchowo się rozwijają dziękując za graduation- strasznie dużo było tych kończących edukację w strojach jak z amerykańskich filmów o college’ach. Na szczęście Koty też były. M myślała że ten ze zdjęcia zdechły taki był rozlany.

WP_20151022_10_03_18_Pro

WP_20151022_10_04_04_ProPani daje kaskę i dostaje talon na szczęście- i sznurkową opaskę na nadgarstek. Ale dość o świątyni jako takiej bo nadchodzą:

Chamki z Japonii(nie, nie czamki z Vietnamu look ngondeg 😉

Porannie Przepiękna M stoi w toalecie i myje ręce. Wchodzą Dwie. Przechodząc potrącają Buddyjsko Nastawioną M. M pomyslała że Chinko-Mongołki i ze tak się u nich normalnie zachowuje więc “let it flow” i uśmiechnęła się do Chamek. Chamki (twarze wielkosci telewizorów i nadwaga) spiorunowały ją wzrokiem i poszly do kibli. Tu wtręt króciutki dla wyjaśnienia sytuacji. Buddyjskość M to nie jest przykrywka strachu, to prawda M jest Superszczuplutka ale zaskakująco silna(niektórzy do dziś źle znoszą że ich na rękę położyła ;-)- jak to gimnastyczka. Pomyśl ile siły wymaga taki fiflak to zrozumiesz. Więc po  prostu i z dobroci serca/nastroju miejsca im odpuściła. Myjące ręce obok dwie na oko 60+letnie Panie Japonki spojrzały na M i się do niej usmiechnęły. No to M też się uśmiechnęła, na co Panie Japonki zaczęły ją przepraszać i tłumaczyć że młode pokolenie i że bez perspektyw i że im wstyd bo japończycy są ogólnie grzeczni. No to M że ona nie czuje się dotknięta i że Panie są miłe ale nie ma potrzeby… No to Panie wypaliły że może kulfonice tak się zachowały bo M jest taka piękna i pewnie zazdroszczą. No i M (Zazwyczaj Lubiącej Mieć Ostatnie Słowo) skończyła się możliwość ścigania na grzeczności tylko się do Pań(już trzech bo dołączyła kolejna) uśmiechnęła promiennie i podziękowała(mówi że były tak archetypowymi japońskimi filigranowymi Paniami przejętymi i nie bardzo wiedzącymi co zrobić, i że miała je ochotę przytulić żeby pokazać im że jest przyjaźnie nastawiona ale przypomniała sobie że japończycy nie są zbyt wylewni). Co też się tam potrafi wyprawiać w damskiej toalecie, nie?

Terminator czyli niespodzianka

Wracamy lekko się spiesząc bo chcemy zdążyć do Wat Umong żeby jelenie spotkać. Tłumaczę Córce- te cholerstwo ma pozamieniane hamulce w stosunku do roweru pamiętaj hamuj tylko przednim. Prawa ręka hamuje, lewa tylko trzyma kierownicę. Przecież wiem- jak to nastolatka. Ja wiem że wiesz ale to jest ostro z górki i kręto jak cholera a ruch lewostronny dużo czynników stresogennych. Phi. Odpowiedź szesnastolatki. I powolutku dodaję. Phi. No dobra jedziemy.

jedna trzecia zjazdu – mój skuter się chwieje więc powolutku, naprawdę powolutku. Wyprzedzają nas tajskie pary na skuterach. Nie, my jedziemy powoli. Wyprzedza mnie gość na Kawasaki i hamuje w zakręcie. Dochodzę, on przyspiesza na prostej. Ale już jest kolejny zakrę i jestem przy nim. No po prostu jestem genialny i zaj…y że mi tak dobrze idzie że sportowy motór doganiam. Następny zakręt, on znowu hamuje za późno i musi mocno zwolnić. Dochodzę, o cholera wyjeżdżam!!!! dohamowuję, przednie koło zapewnia mi shimmy o dużej amplitudzie i ….pyskiem na asfalt. Lewa strona zeszlifowana a prawa też nieźle oberwała, broda krwawi. Skuterek w miarę cały, benzyna się wylewa. Stawiam skuterek, odczekuję chwilę, dziewczyny proszą że nie ale wiem że musze zjechac póki adrenalina maskuje ból w poobcieranym/poobijanym kostno mięśniowym kombinezonie.  Jestem teraz jak terminator. Ciało to coś obcego co nie chcę żeby się ze mną komunikowało 😉 Miało być 80kg już niedługo a tu znowu część ciężko wychodowanych komórek się marnuje na asfalcie. Ja chyba nigdy nie wyjdę ze średniej ;-). Wychodzi Słońce. Słońce Twój Wróg, jak masz otarcia(opalanie staje się b.niemiłe). Do domu. Byle do domu.

Dojechałem. Ketonal przywieziony z Polski- jedna tabletka i pod prysznic. Mam nadzieję się troszkę posegregować na dwie kupki Tatko na jednej  i asfalt/brud na drugiej. Uuuu nie, to nie jest dobry pomysł- niech se cielesny kombinezon sam radzi z oczyszczaniem. Ile razy próbuję poszorować nawet dłonią to ciemność widzę. Do łóżka cierpieć.

Niespodzianka

Wpada Córka. Ojciec, Mama walnęła w samochód, chyba ma złamany palec co robić. Skuter zgięty. Dobra ketonal zaczął działać wieź mnie dziecko do mamusi. Wyglądam już też jak Terminator pod koniec pierwszej części. Ruchy kanciaste. Wszystko płynie i boję się żeby dziecka nie zachlapać choć metalu z pod spodu jeszcze nie widać ;-).
Bidulka Ukochana M tak się tym wszystkim przejęła że gdy wyjeżdżała z podporządkowanej zaatakował ją podstępnie ruch lewostronny. A że ona tez nie bardzo miała czas przetrawić do tej pory problem mojej niezniszczalności więc była ciut rozkojarzona i bum. Dobra jedźcie oddać jeden skuter a ja zobaczę co się da zrobić z tym.

Podczas niedawnego szlifowania klamka hamulca zdarła mi nieco skóry z wnętrza prawej dłoni więc mam kłopot z przykładaniem siły a tu koło ustawione 45st w stosunku do kierownicy. No i ktoś to musi odgiąć nie? Wstawiam koło do rynsztoka zapieram się o kierownicę. No i uraziłem tę prawą rękę oczywiście. Ból taki że prawie zemdlałem, trzymam się tej kierownicy i czekam aż będę w stanie stać. No nic nie poradzę, jadę do właściciela bo przy następnej próbie wywalę się i jeszcze coś dopsuję. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, koło trze o błotnik, kierownica skręcona tak że mam zużlowy ścigacz tj w lewo nie skręcę, hi hi. Zajeżdżam do wypożyczalni. Pan Właściciel że do warsztatu. Jedziemy. W warsztacie wyliczyli. Jestem winien 4800. Nie mam tyle bo mi na bilety dla rodziny nie starczy. Sto dolarów mam. Czyli 3500baht. Nie, 4800 to absolutne minimum, za mniej się nie da. To pożycz mi kluczy na pół godziny ja zrobie tak żeby tylko plastiki były do wymiany a wy zadecydujecie czy musicie je wymieniać czy może lepiej tę kasę wydać na nowy skuter. Nowy skuter?!!! Ty wiesz ile u nas skutery kosztują? Ale ciut miękną teraz 4500 to absolutne minimum. Pytam własciciela czy da mi jeden dzień na naprawę. Pan Właściciel patrzy na mnie wielkimi oczami- bo nie muszę dodawać że przez cały ten czas nie przestaję krwawić i wyglądam jak facet z reklamy społecznej o bezpieczeństwie drogowym. Poza tym kuleję, mocno. Wracamy do mnie, mówi. Wracamy. W wypożyczalni Pan mówi że 4000 płać to on sobie części rzeczy najwyżej nie wymieni. Ja mówię że 3500 bo se wymieni wszystko tylko warsztat tańszy niech znajdzie. To on że 3800 i to jego ostatnie słowo i koniec. To ja że mam tylko 3760 i niech moja krzywda go utuczy. OK 3760 niech będzie. Wyjmuję pieniądze a Pan Właściciel mnie pyta czy chcę do szpitala. Nie wiem. Boli mnie niby ale… . No bo jakbyś chciał to skuterki są nieubezpieczone ale ty tak. Przypomniał mi się Kubaniec-Skubaniec z ambulatorio w Puerto de Santiago i te znaczne ilości polskich lekarzy których skutki działań podziwiałem w ciągu lat. I te szycie głowy w szpitalu Ma Candelaria w Santa Cruz po którym sobie wyciągałem kawałki gazy z zabliźniającej się rany przez czas jakiś.  Eee…. no nie wiem. Trzasnął mi krwawe foto(kazał podnieść lewą rękę żeby wyło widać więcej) z rozwalonym skuterem, dał do łapy jakieś papiery ze swoim telefonem i powiedział żeby baby ze szpitala dzwoniły na ten numer on przyjedzie i wypełni papierki. Papier zakrwawiłem od razu przez co z pewnością stał się ważniejszy 😉 Dzięki za propozycję ale wiesz słońce świeci a ja tak jakby mam sporo obywatela na wierzchu i jakby co to zadzwonię. No to uciekamy. Do cienia. do łóżka. DO ŁÓŻKA! No tak ale jak zasnę  to pościel będzie wyglądać makabrycznie. Nadgarstek lewej ręki najobficiej krwawiący tamuję podpaską, łokieć drugą. Podpaski żeby się nie przykleiły smaruję tribiotic’iem na resztę ran tez próbuję sycząc nałożyc tribiotic i będę uważał żeby nie chlapać z kolan. Na szczęście jest gorąco i nie muszę się przykrywać. Córka się śmieje że wyglądam jak szwedzki bufet dla moskitów. Nawet kłuć nie muszą 😉 No i niech im tam.

Minęły trzy dni- w międzyczasie zmieniłem tribiotic na plazminę przywiezioną z teneryfy. Tribiotic był za słaby i zaczęło się zakażenie. Najbardziej bałem się o nadgarstek a dwa że takie gnijące ciało na ulicy wzbudza odrazę, więc się po nic ruszyc nie można. Dziecko wykorzystuję na posyłki. Ukochana Córka gania dnie całe. A to po kokoski młode a to po żarcie darmowe(Vegetarian Society ma darmowy tydzień) a to po piwko zimne. wspomagam gojenie tym piwem. Bo jestem spokojniejszy i dostarczam wit z grupy B oprócz tego piję wapno musujące i łykam rutinoscorbin. Ale niestety stan zapalny narasta. Trudno będą wydatki i 15 baht poooszło. Kupiła mi Dobra i Dbająca O Mnie Niewiadomo Czemu M buteleczkę wody utlenionej. Przemyłem drugiego dnia wacikami do demakijażu zdejmując całe te martwe wszystko z ran i na świezo znowu położyłem plazminę. Duużo lepiej. Asfalt zaczął wyłazić z ran i przestały ropieć.

Trzeciego dnia już byłem się podciągać(wyciskanie i przysiady nie wchodzą w grę) i zdecydowanie ryzyko jakichkolwiek powikłań mam już za sobą. Kolano boli ale taka już rola kolan – tym razem prawe dla równowagi. lewe po uderzeniu w skały w czasie ostatniego surfowania na Punta blanca nie doleczyło się jeszcze do dziś, także szczęście w nieszczęściu  że to nie ono ucierpiało.

No i przypomniało mi się w związku z tym wszystkim że filozofia: failure is not a problem gwarantuje większą niezawodność urządzeń /organizacji niż failure is not an option. To tyle nt terminatorowania ;-). Tak sobie myślałem leżąc czy może dlatego jestem tak nieuważny/nieostrożny że się tak dobrze regeneruję?

Posted in Uncategorized | 3 Comments